Kopenhaga

W archiwum Ministerstwa Spraw Zagranicznych (zespół 21) zachował się raport zatytułowany Prasa duńska o Polsce. Sporządził go młody, 26-letni pracownik Biura Prasowego Poselstwa R.P. w Kopenhadze. Pod tekstem widnieje odręczny podpis Leopolda Tyrmanda. Dokument opatrzony został ministerialną pieczęcią i adnotacją o wpłynięciu do Departamentu Prasy i Informacji w dniu 25 kwietnia 1946 roku. O pobycie Tyrmanda w Skandynawii pod koniec drugiej wojny światowej i tuż po niej nie wiadomo wiele, właściwie tyle tylko, ile pisarz przemycał w autokreacyjnych wzmiankach w swoich książkach. Maszynopis zawierający wyczerpującą analizę światopoglądowych profili i zawartości duńskich gazet zainteresowanych zmianami politycznymi w Polsce poświadcza, że przyszły pisarz na pewien czas zatrudnił się w polskiej placówce dyplomatycznej w Kopenhadze. Jest to jedyne zarchiwizowane pismo sygnowane przez Tyrmanda i przesłane z duńskiej stolicy do centrali w Warszawie.

hotel

„«Biuro mieliśmy w Hotel d`Angleterre» – powiedział. «Kopenhaga jest rewelacyjnym miastem. Wśród Duńczyków mam przyjaciół, z którymi nadal koresponduję. To było wtedy, gdy się jeszcze mówiło o szansach na ład międzynarodowy. Wszyscy mieliśmy nadzieję, że sprawy potoczą się w rozsądnym kierunku. »” (Jørgen Leth, Polske notater). Hotel d`Angleterre na Kogens Nytorv w Kopenhadze – stan obecny. Fot. Włodzimierz Pessel, 2014 rok.

Zanim już po powrocie do kraju Leopold Tyrmand zadebiutował zbiorem opowiadań Hotel Ansgar (1948) i zapracował na opinię warszawskiego bon vivanta i kobieciarza, sumiennie świadczył pracę dla aparatu ludowego państwa jako zwykły urzędnik. Sposób formułowania przez niego myśli zapowiada wyrabianie się felietonowego stylu z wyraźnie zaznaczającym się ego, spełnia jednak ramowe kryteria służbowego sprawozdania. Warto przytoczyć jego dłuższy fragment, by dowodnie wykazać, że Tyrmand zdobył całkiem niezłą orientację w realiach życia publicznego w Królestwie Danii i tamtejszym świecie dziennikarskim, jak i w szeroko pojętej geopolityce relacji polsko-nordyckich. Wykorzystał tę wiedzę do odróżniania skandynawskich sympatyków nowej Polski wartych kokietowania przez resort spraw zagranicznych od krytyków, „reakcjonistów” zasługujących na propagandowy odpór.

Cytat z zachowaniem oryginalnej ortografii, interpunkcji i zapisu:

Codzienne czytanie prasy duńskiej wszelkich odcieni politycznych na przestrzeni pewnego czasu daje zdecydowaną satysfakcję, w prasie duńskiej mówi się o Polsce dużo. O wiele więcej, niż w prasach innych krajów europejskich. Niewątpliwie, nie zawsze czyta się wypowiedzi całkiem pochlebne i dodatnie, niejednokrotnie, w zależności od zabarwienia partyjnego danego dziennika, natrafić można na enuncjacje, pozbawione obiektywności, nacechowane natomiast pewną rezerwą w stosunku do nowej Polski. Są dzienniki, operujące często materiałem nieprzychylnym dla Polski. Zdarza się również widoczny dobór wiadomości, mogących wpłynąć na obniżenie stanu sympatii dla Polski (np. sygnalizacja zajść antysemickich, wiadomości o terrorze w stosunku do wysiedlanych Niemców itp.). Niemniej jednak ogólny ton prasy duńskiej nacechowany jest bardzo dużą rzeczowością, obiektywizmem, pozbawiony wszelkiej apriorycznej wrogości, nawet w skrajnie prawicowych dziennikach i periodykach, naodwrót natomiast przejawiający życzliwą przychylność zarówno w ocenie wojennej przeszłości Polski, jak i obecnej rzeczywistości. Wyczuwa się na każdym kroku zrozum umienie wspólnoty interesów i chęć zbliżenia, zarówno na polu kulturalnym, jak i ekonomicznym.

Na tle ogólnej perspektywy prasy skandynawskiej stanowisko prasy duńskiej w sprawach polskich jest pozycją bezwzględnie dodatnią. Z pośród trzech krajów skandynawskich Szwecja stanowiła zawsze najbliższego partnera Polski w skali historycznej. W Szwecji zawsze najlepiej o Polsce wiedziano i najżywiej interesowano się Polską, to też obecnie nadal Szwecja i jej prasa dzierży prymat w zbliżeniu polsko-skandynawskim. Zapominać jednak nie należy, że zainteresowanie się Szwecji Polską posiada w chwili obecnej charakter wybitnie komercjalny, oparty przede wszystkim na pulsującej wymianie ekonomicznej polsko-szwedzkiej i charakter ten podkreślany jest nieustannie w wypowiedziach prasy szwedzkiej. Z Danią i Norwegią nawiązana została w czasie ostatniej wojny silna łączność wspólnie toczonej walki i ten moment wpływa decydująco na rodzaj zainteresowania, jakim prasy tych krajów darzą Polskę. Jeśli chodzi o Norwegję, to kraj ten, frontalnie zwrócony ku Atlantykowi, cywilizacyjnie mało ma wspólnego z basenem Bałtyku, dlatego też zainteresowanie jego prasy Polską i Europą Centralno-Wschodnią wogóle jest słabsze z natury rzeczy. Dania więc pozostaje tym czynnikiem, który zarówno z racji swego położenia, jak i historii ostatnich sześciu lat, predestynowany jest wybitnie do interesowania się Polską i dokładnie to rozumie. Tendencje tych zainteresowań zauważyć można w prasie duńskiej. […]

Oto przegląd zasadniczych organów prasowych Kopenhagi: zestawienie przebiega po linii politycznej od prawicy do lewicy. Zastrzega się nieuchwytność pewnych fluktuacji charakterowych pism, zwłaszcza prawicowych, których pozycji niesposób sprecyzować z matematyczną ścisłością. […]

„Berlingske Tidende” / Gazeta założona przez niejakiego Berlinga, postmistrza królewskiego około 200 lat temu/. – naczelny organ konserwatywny. Największy, najstarszy, najbogatszy i najpopularniejszy dziennik duński, stanowiący trzon potężnego koncernu prasowego. W łonie redakcji i wśród czołowych postaci Rady Nadzorczej wydawnictwa spotkać można nazwiska wybitnych przywódców Duńskiego Ruchu Oporu / b. minister, leader konserwatywny Christmas Møller /, redaktorzy: Aage Schoch i Ebbe Munck. W tonie umiarkowany i obiektywny, bardzo sympatycznie nastawiony do Polski i spraw polskich, cieszący się ogólnym uznaniem i sympatią w kraju i zagranicą, wśród wszystkich ugrupowań politycznych. Pełen taktu i ostrożności w wypowiedziach. […]

„Politiken” /Polityka/ – szeroko znany w świecie organ informacyjny. Oficjalnie reprezentuje Partię Radykalną, w istocie grzeszy zbytnią giętkością linij polityczno-ideowych. Najlepszy service informacyjno-dziennikarski w prasie duńskiej. Brak wszelkich kontaktów z Ruchem Oporu i brak ludzi stamtąd w obecnej redakcji pisma obniża poważnie wagę jego w oczach opinii duńskiej i świata w chwili obecnej. […]

Pod koniec 1945 zamieszczali sporadycznie swe bardzo mało kompletne wrażenia z Polski rozmaici dziennikarze duńscy, podróżujący po kontynencie. Były to luźne i dorywcze korespondencje ludzi, którzy zahaczali jedynie dorywczo o Polskę. Pierwszym specjalnym korespondentem duńskim był wysłannik Konserwatywnej Agencji Prasowej, red. Marten Pedersen, który ogłaszał swe korespondencje w całym szeregu prowincjonalnych gazet konserwatywnych i w stołecznej „Nationaltidende”. Oto zestawienie artykułów redaktora Martena Petersen`a:

23.1.46 „Bornholm Avis” /Gazeta Bornholmska/ – artykuł pod tytułem „Najnieszczęśliwszy kraj Europy”.

26.I.1946 „Fyens Stiftstidende /Dziennik z Fyn/. „Handel zamienny, złodziejstwo albo śmierć głodowa”

1.2.46 „Fredriksberg Amtstidende” / Dziennik Fredriksborgu. „Z duńskiej idylli z powrotem do polskiej nędzy. Polscy uchodźcy z Danii z powrotem w domu”

9.2.46 „Vestlollandsavis” / Gazeta z Westlolland / „Parceluje się polskie majątki, ale nikt nie chce tych małych kawałków ziemi”.

1.3.46 „Nationaltidende” / Dziennik Narodowy-Kopenhaga/

Już same tytuły mówią wiele i charakteryzują dostatecznie typ dziennikarza, który je pisał. Martin Petersen jest klasycznym typem sensacyjnego reportera niższej kategorii pism, piszącego specjalnie dla zaspokojenia reakcyjnych tendencji swych redaktorów naczelnych i czytelników. Artykuły jego sprawiają wrażenie jak gdyby nigdy w Polsce nie był, natomiast przepisywał je poprostu z pierwszej lepszej londyńskiej ulotki. […]

Wprawdzie w 1946 roku procesy zmierzające do zaprowadzenia w Polsce totalitaryzmu dopiero przybierały na sile (w tym to roku, na przykład, powołano do istnienia cenzurę: Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk), to jednak Leopold Tyrmand dyplomata raportował z Kopenhagi „ostrożnie”, zgodnie z oczekiwaniami i zapotrzebowaniem przełożonych w kraju. W takim świetle zakrawa na przewrotność historii, że potem, niewiele ponad dekadę później, Tyrmand został dostrzeżony przez Duńczyków z tego powodu, że w ludowej ojczyźnie zaliczono go do grona pisarzy buntowników. Duńskie wydawnictwa na przełomie lat 50. i 60. interesowały się przede wszystkim autorami ze statusem mniej lub bardziej jawnie dysydenckim (Magda Gawinecka-Woźniak). Złego wydano w Danii nie tyle przez wzgląd na wartości artystyczne tego lokalnego, warszawskiego pastiszu literatury kryminalnej, ile dla okazania, że za żelazną kurtyną powstają teksty w różny sposób ironizujące czy demaskujące warunki życia w systemie komunistycznym. Z tego samego powodu, pomijając zażyłość z Krzysztofem Komedą, tłumaczono na duński próbki prozy Marka Hłaski (np. opowiadanie Miesiąc Matki Boskiej w antologii Ny polsk prosa z 1967 roku).

okladka

Okładka duńskiego przekładu Złego wydanego w 1959 roku przez Gyldendal. Egzemplarz ze zbiorów Duńskiej Biblioteki Królewskiej w Kopenhadze. Fot. Włodzimierz Pessel, 2014 rok.

Przekład Złego na duński autorstwa Edith Frey sprawia wrażenie z góry wtłoczonego w skandynawskie wyobrażenia o cywilizacji komunizmu, „Dzikim Wschodzie”.  W tytule – Zly. Den onde mand – zachowano polski przymiotnik, który nabiera przez to rysu nazwy własnej o specyficznym ładunku: Zly brzmi tak jak jeździec znikąd (ang. lone ranger). W „easternie” ze zrujnowanej, niebezpiecznej Warszawy wyłącznie tajemniczy onde mand (literalnie: zły/wściekły człowiek) zna miarę rzeczy i wymierza sprawiedliwość na własną rękę. Dla nazwisk i ksywek bohaterów powieści tłumaczka nie znalazła duńskich ekwiwalentów. Pozostawione w oryginalnym brzmieniu przywodzą na myśl rosyjskie nazwiska w amerykańskich powieściach szpiegowskich. Na przykład: nazwisko kioskarza z Placu Trzech Krzyży, pana Kalodonta, w oczach duńskiego odbiorcy z pewnością nie kojarzyło się z pastą do zębów.

Jeśli chodzi o Kopenhagę jako rzeczywistość, nie była ona w życiu Leopolda Tyrmanda wyłącznie terenem penetracji urzędnika biura prasowego placówki dyplomatycznej. Polubił to miasto szczerze, o czym najlepiej – oprócz spontanicznych przywołań w publikacjach prasowych o tematyce miejskiej – świadczy rozmowa, jaką autor Złego w 1960 roku odbył w Warszawie z Jørgenem Lethem. Dziś człowiek-instytucja duńskiej kultury (reżyser filmowy, pisarz, dziennikarz, mistrz Larsa von Triera, komentator sportowy i – podobnie jak Tyrmand – znany babiarz), na początku lat 60. stawiał pierwsze kroki jako recenzent jazzu i obserwator świetnego rozwoju kopenhaskiego środowiska muzycznego. Leth przyjechał do Polski między innymi na trzecią edycję festiwalu Jazz Jamboree odbywającego się w studenckim klubie Stodoła. Muzyka jazzowa okazuje się więc dodatkowym ogniwem łączącym postać i życiorys Tyrmanda z duńską stolicą.

Na uwagę zasługuje portret Leopolda Tyrmanda kreślony w artykule Polske notater przez Duńczyka równie naonczas niepokornego, ale wobec rodzącego się w wolnym północnym kraju mieszczańskiego konsumpcjonizmu i społecznego marazmu:

Spotka się go [Tyrmanda] w miejscach skąpo oświetlonych, gdzie zaś myśli są bardziej niepokorne i donośniej wyrażane. W polskim światku młodych intelektualistów, czujących jazz, który w emocjach ich jednoczy, ale twarze podszarza. Spotka się go tam, gdzie te twarzyczki skrzętnie schowane za okularami przeciwsłonecznymi i opacznie pojętą nowoczesnością nabierają życia, ładnieją. I wola dochodzi do głosu, i swoboda.

Także Leopold Tyrmand podobny jest do maski w ciemnych okularach. Postać to przysadzista, dość niska, ale nieźle ubrana, elegancka. Porusza się tak żwawo, że przez cały czas można odnieść wrażenie, że ma jakąś sprawę do pilnego załatwienia – coś tak istotnego, czemu on sam tylko może sprostać. To samo wrażenie odnosi się podczas rozmowy z Tyrmandem. […] Nie może pozwolić sobie na to, by być umiarkowanym na duchu, nieroztropnym. Cały jest intensywnością.

(WKP)