Stavanger

„[…] postaram się udać na indywidualne zwiedzanie ojczyzny Sonii Henie”.

(Niedziela w Stavanger z tomu Hotel Ansgar i inne opowiadania)

Norweskie miasto Stavanger dla sylwetki twórczej Leopolda Tyrmanda wydaje się ważne z dwóch powodów. Po pierwsze, jego wstępnym krokiem do kariery literackiej było opublikowanie przez tygodnik „Przekrój” w 1946 roku tekstu Niedziela w Stavanger; debiutanckie opowiadanie znalazło się w zbiorze Hotel Ansgar wydrukowanym przez poznańskiego księgarza Zdzisława Gustowskiego rok później, zatem na niecałe dwa lata przed początkiem epoki socrealizmu w literaturze polskiej. Po drugie, w opisie Stavanger u Tyrmanda wolno upatrywać sposobu jego patrzenia na pozostałe poznawane przezeń ośrodki miejskie w Norwegii (Kristiansand, Bergen, Oslo), w latach 40. kraju jeszcze niezurbanizowanego; przełom cywilizacyjny wraz ze wzrostem ekonomicznym nastąpił w nim dopiero po odkryciu złóż surowców naturalnych w drugiej połowie XX wieku.

img078

Stavanger. „[…] na trasie wąskich, drewnianych uliczek norweskiego portu, Stavanger”. Zdjęcie, tak jak dwa niżej prezentowane, pochodzi z pierwszego tomu Norgesboken. Et Streiftog Gjennem Norges Natur, który ukazał się w 1939 roku nakładem Norsk Turistforlag A.S.

Pewnie wsiadam do pociągu. Przedtem jeszcze informuje mnie norweski kolejarz, że pociąg do Bergen odjedzie za cztery godziny. Doskonale, w tamtym będą mnie szukali.

W przedziale jest tylko kilku Norwegów. Siedzę, jak na węglach, do gwizdu i ruszenia pociągu. Gdy rusza, dochodzę do otwartego okna i zwisam bezładnie. Chce mi się tylko spać.

W dole niknie Stavanger, małe miasteczko, pełne drewnianych domków z desek, o oknach jak na Alasce. Leży, zalane czerwcowym słońcem niedzielnego popołudnia. Patrzę na nie z wdzięcznością. Właśnie za tę niedzielę. Ostatni dzień wielkiej gry.

Daleko widać błyszczący fiord. Jeszcze dalej – morze. Mam dosyć morza. Dosyć pływania, przygód morskich, Londona, pokładu, Zaruskiego, wantów i buntów na oceanie. Sercem wiszę raczej przy tych norweskich skałach, na które wspina się pociąg. Mam wiele teraz do zrobienia przed sobą, ale na lądzie, na twardej norweskiej ziemi, w barze „Rio Rita” w Oslo albo na przełęczach nadgranicznych do Szwecji.

Niemniej jednak pływałem jeszcze w charakterze siły roboczej. I muszę przyznać – bez specjalnej awersji. Zacząłem nawet rozumieć tych, co kochają morze. Ale to już całkiem inna historia – jak mawiał Kipling.

(Niedziela w Stavanger z tomu Hotel Ansgar i inne opowiadania)

img077

Drewniane domki w południowej Norwegii (Sørlandslandskap). Do Sørlandu należy Kristiansand. „Oslofjord został od południo-zachodu i pod wieczór stanęliśmy na redzie Kristiansand”.

„Miasteczko” Stavanger w regionie Rogaland jako przykład rustykalności norweskiej kultury i urbanistyki charakteryzuje Tyrmand poprzez skupisko drewnianych domków i stacyjkę kolejową, będącą właściwie jedynym łącznikiem z nowoczesną cywilizacją przemysłową. Ma to sporą wartość archiwalną. Pisarz eksploruje Norwegię będącą państwem ubogim, ledwie na dorobku, nie zaś ucieleśnieniem welfare state. Jeśli chodzi o dojmującą peryferyjność Stavanger, nieco jednak Tyrmand rzecz przejaskrawiał – już w okresie międzywojennym nazywano w Norwegii to miasto „Manchesterem Północy”, gdyż z powodzeniem zaczął rozwijać się w nim przemysł rybny, w szczególności zakłady produkujące konserwy. Natomiast współczesne Stavanger uchodzi już przede wszystkim za stolicę przemysłu naftowego. Ponieważ na platformach wiertniczych zatrudnia się wykwalifikowaną kadrę z różnych krajów, w porcie i na ulicach Stavanger słyszy się rozmaite języki, co sprawia kosmopolityczne, a nie prowincjonalne wrażenie.

img075

Sonja Henie.

W opowiadaniu Niedziela w Stavanger, podobnie jak w tytułowym Hotelu Ansgar zaznaczają się sportowe zainteresowania Leopolda Tyrmanda. W pierwszym tekście wspomina Sonję Henie, norweską łyżwiarkę figurową, wielokrotną mistrzynię Norwegii, trzykrotną mistrzynię olimpijską (1928, 1932, 1936). W drugim opowiadaniu podejmuje temat narciarstwa i dobrej do jego uprawiania nowej infrastruktury.

W dni niedzielne włóczyłem się po zaśnieżonych okolicach Oslo, po ucywilizowanych i skalistych stokach Holmenkollen i Frognersaetra, pokrytych przytulnymi, kolorowymi willami w ramach kolorowych opłotków. Polubiłem ten krajobraz znad „dalekiego, cichego fiordu” wraz z jego drewnianymi, pod czerwoną dachówką akcesoriami.

(Hotel Ansgar)

(WKP)