Wał Miedzeszyński – pomnik

Ciepło. Nieruchomo.

Znów zjechałem. Poszedłem

w uliczki Chamowa

między bliźniakowce,

wieżowce,

zielska.

Zielsk tyle, że ojej,

a to zawsze całe ich skwery, ulice,

wyższe od ludzi

i jeszcze rosną.

 

Idę na nasyp lotniskowy.

Ciemno, niżej wieś,

psy odganiają.

Krzyż – czytam:

„Poległym w obronie ojczyzny w bitwie

ze Szwedami 28, 29 i30 lipca 1656 roku”.

W tych kumosach

akurat się skończyła.

319 lat temu.

No no.

(30 lipca w nocy)

Proces oswajania nowej przestrzeni życia – zarówno wewnętrznej, blokowej, jak i tej rozciągającej się na zewnątrz – stał się kanwą Chamowa, zapisków z pierwszego roku mieszkania w mrówkowcu przy Lizbońskiej; został odnotowany także w Tajnym dzienniku. Widok z nowego mieszkania na dziewiątym piętrze nazwany został w tej prozie miejskim tryptykiem: „Siekierki ze skrzydłami bocznymi, z Grochowem i Mokotowem” (Chamowo), a oglądane w tym lewym „skrzydle” Grochów oraz przyległe tereny Gocławia i Gocławka stały się celem codziennych wypadów i eksploracji. Otwarte, w połowie lat 70. XX wieku jeszcze w niewielkim stopniu zabudowane tereny polne wydają się mało interesujące:

Nuda. Jałowo. Wsiowato. Tadzio powiedział, że widok jak za szwedzkich czasów. Miasto się kończy, łąki.

(Chamowo)

13-A-0006

Ulica Betonowa, w tle teren Warszawskiego Aeroklubu na Gocławiu. Fot. Wiesław Śliwiński, 1966 r. (Witryna: Grochów)

13-A-0011

Rejon ulic Międzyborskiej i Betonowej. Fot. Wiesław Śliwiński, 1966 r. (Witryna: Grochów)

Jednocześnie Białoszewskiego wielokrotnie coś ciągnie lub znosi w kierunku Wisły, w chaszcze, w nieujarzmioną zieleń z przebłyskami wody. Podczas jednego ze spacerów Białoszewski dociera do wystawionego prawdopodobnie jeszcze w 1916 roku pomnika przy Wale Miedzeszyńskim.

Poszedłem w głąb Afrykańskiej, ku Wiśle. Po jednej bure bloki, po drugiej stepy, bodiaki. Ciemno, plątanina. Wylazłem na wał gocławski ze szwedzkim krzyżem, wystawionym tu u zbiegu wału gocławskiego z miedzeszyńskim, nad stepem, na krańcach Chamowa, na pamiątkę bitwy ze Szwedami 28,29 i 30 lipca 1656 roku. Odwiedziłem widok na Wisłę. Bo jest.

(Chamowo)

Niewinne określenie „szwedzkie czasy”, odsyłające do drugiej połowy XVII wieku, zawiera pewną podwójność skojarzeń – z jednej strony ze słabo zurbanizowanym, folwarcznym, wiejsko-dworkowym charakterem ówczesnych terenów Polski, z drugiej z pustką, jaka pozostaje po przetoczeniu się działań wojennych, spaleniu domów i zabudowań gospodarczych, rozpierzchnięciu się zwierząt i ludzi. Włączenie treści tablicy pamiątkowej w obręb wiersza pozwala przemycić dokładną datę zdarzenia, w którą ze swoją nocną włóczęgą poeta dokładnie utrafia. Nie jest to jednak jedyny z jego utworów, w którym pojawia się odliczanie „do dziś” i refleksja nad upływem czasu. Choć Białoszewski wielokrotnie daje wyraz niechęci wikłania się w sprawy bieżące, a jego widzenie historii można krótko określić jako nieheroiczne (vide Pamiętnik z powstania warszawskiego), zapiski z wszelkich ekskursji pełne są świadectw niezwykłej wrażliwości na historię jako czynnik kształtujący przestrzeń, na ślady przeszłości w tkankach miasta.

PIC_51-767

Wał Miedzeszyński. Fot. Zbyszko Siemaszko, 1957–1965 (Narodowe Archiwum Cyfrowe)

(KKZ)